Book content

Skip to reader controlsSkip to navigationSkip to book detailsSkip to footer
Rozdział4
Janka,Czesław.
Marzec1965
Starówkajestjakpudełkoczekoladek.Domkitakie
nierzeczywistejakmakietakolejkizeSkładnicy
Harcerskiej.Kolorowe,jakbyjedzieckopomalowało
farbkamipodczaszajęćwychowaniaplastycznego.
GołębienaRynkujakbyzaimportowanezWenecji,
aprzynajmniejzKrakowa.
Jeszczechłodno,więcspacerowiczówniewielu.Hippisi
wdzwonachifuterkach,alemilicjaichstądgoni,więc
przesiadująnaBarbakanie,ajakichstamtądpogonią,
toprzyZielnejiprzyWielkiej,wbramachstarych
kamienicsiękryjąhuncwoty.Orazludzieduchy.
Ludzieduchytoci,którzyniemajądokądpójść.Nie
majądomu,nawetjeślimająmieszkanie.Niemają
rodziny,nawetjeśliichkrewniżyją.Niemająniczego,
nawetjeślicośposiadają.Chodząpoulicachiszukają
staregoświata.NajchętniejnaStarymMieście,alestary
świattonajwyżejmożnaznaleźćwobrazach
naBarbakanie.Tylkoczłowiekniemożewejśćdoobrazu.
Ijeszczemy.Jankazprzeszłością,ajapoprzejściach.
TakapiosenkaterazjestmodnawWarszawie,stolica
śpiewainiewie,żeśpiewawłaśnieonas.Tyle
żemyobojebardzochcemywyjśćztejpiosenki
kuprzyszłości.
TutajsięJerzykwspinałpomurzeJankapokazuje
gdzie,kiedyprzechodzimykołoBarbakanuirazmimało
coniespadł.Potemgojużzawszeprzytrzymywałam.
Bojakbymjeszczeijegostraciła...
Trzykropkinakońcuzdaniatoconajmniejminuta
milczenia.Jankastukaobcasamipobruku,takadrobna,
kieszonkowa,jakbyteżbyłaztejmakietykolejowej.Jak