Book content
Skip to reader controlsSkip to navigationSkip to book detailsSkip to footer
Niktnielubi,jakmusięcośtakiegoprzypomina,anajbardziejtodorośli.Pewniesię
wstydzą,żeimczęstoteżsięcośnieudaje,tylkoniechcąsiędotegoprzyznać.Zresztątakw
ogóletotatojestbardzofajnyiniezamieniłbymgonainnego,alemazagrania.
JutromaprzyjechaćbabciazMagdą.Babciachcenampomócwporządkach,alejak
pomyślęosiostruni…Bojatooniejjeszczeprawienicniepisałem,toteraztomoże
nadrobię.Niemamnicspecjalnegodoroboty.Mamapisze,tatyniema,deszczleje,amatmy
itakdzisiajniezrobię–okropniemisięniechce.AmójprzyjacielBartekpojechałdzisiajdo
swojejciotki.Naimieniny.
NowięczMagdystarzychcąchybazrobićcudownedziecko.Pomysłmożeibyłby
niezły,aledlaczegoakuratzniej?Iwdodatkudlaczegomusigraćnaskrzypcach?!Szczerze
mówiąc,najlepiejbyłoby,żebyniegrałananiczym,alejeżelijużmusi,tożebychociażna
czymśmniejgłośnymipiskliwym.Mogłabynaprzykładnadrumlialbonajakiejśściszonej
bałałajce.
Awszystkodlatego,żekiedyśktośnieopatrzniechlapnął,żeonamasłuch.Irodzicew
touwierzyli,iposłalijądokółkamuzycznego.Anapiąteurodzinykupilijejskrzypce.Tobył
koniecspokojuwtymdomu.Mojasiostrzyczkazpasjątopiszczynaswoichskrzypeczkach
jakzarzynaneprosię,toskrzypijaknienaoliwionedrzwi,toznówkwiliniczymjakaś
zdezelowanaptaszyna.Ijeszczewdodatkuciąglesłyszę,żeonarobipostępy.
Wprawdziewszyscyzawszewemniewmawiali,żeniemamzagroszsłuchuiżemi
słońnauchonadepnął(taksięjakośgłupiomówi–comanibydotegosłoń)iwprzedszkolu
panipozwalałamigraćtylkonatrójkącie(fachowotosięnazywa„triangel”),alecoto
właściwieznaczy:„niemasłuchu”?Przecieżsłyszęcałkiemdobrze,nawetczasemjakmiz
ostatniejławkipodpowiadają,tosłyszę.NapewnoMagdaniesłyszylepiejodemnie,tylko
najwyżejbardziejsięmądrzyitrochęładniejśpiewa.
Atakwogóletomojasiostrachodzidopierwszejklasy,więcpoliczyćłatwo,ilejajuż
czasusięmęczęztymjejgraniem.Więcjeślikiedyś–zupełnieprzypadkiem,wcowogóle
niewierzę,bochybaniebyłobysprawiedliwościnaświecie–Magdazostałabycudownym
dzieckiem–mojepamiętnikibędąteżcennejakopamiętnikijej,wkońcu,brataimoja
zasługawjejsukcesiewcaleniebędziemała.Nawszelkiwypadekjednaktopodkreślam,
żebybyłosprawiedliwie.Popierwsze–mojąwielkązasługąjestto,żejejwogólepozwalam
odczasudoczasu(przyznaję–niezawsze)rzępolićnatychjejnieszczęsnychskrzypcach,a
podrugie–mojązasługąmożebyćtenpamiętnik.Mamjednakcichąnadzieję,żetonieze
względunaniąbędzieczytany.
Magda,taksamojakmamaitata,nosiokulary.Tylkojasię„wyrodziłem”inarazie
nienoszę.Narazie–takzawszemówiąrodziceiwcalemnietoniecieszy,bookularyto
jednakniewygodnarzecz.Ciągletrzebauważać,żebysięniestłukły,ipływaćniemożnaw
okularach,iniebezpieczniejestgraćwokularachwpiłkę.Aletatomówi,żetowcalenietakie
straszne,iżeimtowniczymnieprzeszkadza.Ztego,cowidzę,tomówiprawdę.Alecotam
–narazieniemuszęnosićidobrajest.
29października
Chybaodtegowczorajszegopisaniamiałemtakidziwnyitrochęśmiesznysen.Śniło
misię,żemiałemnanosieokularytakiewielgachnejakjakieśteleskopy.Iżechodziłemna
czworakachpopokoju,iczegośszukałem.Wkońcuwyciągnąłemspodszafymaciupkie
skrzypeczkiichciałemnanichgrać,alebyłytakiemałe,żezupełnieniemogłem.Iwtedy
weszłamojasiostraprzebranazazupełniedorosłąpanią,wbutachnaobcasach,ipowiedziała,
żedostałemwyróżnienienafestiwaluwMonteCarlozagręnatrójkącie.Idałamipęk
czerwonychgoździkówiksiążkęzdedykacją.
4