Book content

Skip to reader controlsSkip to navigationSkip to book detailsSkip to footer
łu​biny…
Rosadopadłakrawędzijejszlafroka,amokra
bawełnianakoszulanocnasmagałanagiekolana.Zżalem
doszładowniosku,żebędziemusiaławrócićdodomu,
odkładającrekonesansnapóźniej.Gdysięodwróciła,
bywracać,przezchwilęczułasięzagubionazwieńczone
łukiemprzejściezniknęłozpolawidzenia,niewidziała
takżeśladówpozostawionychwtrawieprzezjejstopy.
Pochwilizastanowieniastwierdziła,żeskoroogródleży
odpołudnia,tojeśliskręci,mającsłońceposwojejlewej
stronie,pow​innaznaleźćdrogędodomu.
Skierowaławzrokprzedsiebie,potknęłasięiomałonie
przewróciła.Najejdrodzeleżałocośtwardego.Spojrzała
wdół,jednądłoniąrozgarnęłazroszonątrawę
iodskoczyładotyłu,przer​ażona.
Ciało.
Ciałomężczyznyzjaskrawoczerwonymrozcięciem
naszyi.Postaćwydałajejsiędziwnieznajoma,więc
zodrazązmusiłasiędoponownegospojrzenia.Tobył
RogerGifford.Roger,nieszczęsnygospodarzdomku,leżał
wswoimsadziezpoderżniętymgardłem,wśród
rozbryzganejwtrawiekrwi.
Przezkilkasekundniebyławstanieruszyćrękąani
nogą,wkońcupuściłasiębiegiemprzedsiebie,jakby
goniłsamdiabeł.Zupełniestraciłaorientację,ale
jakimścudemprzedarłasięprzezzwieńczonełukiem
przejście,popędziłaprzezmokrytrawnik,porośnięty
mchemtarasiwpadładodomukuchennymidrzwiami.
Jackstałprzyzlewie,oczymiałzaspane,alewyglądał
znaczniemłodziejniżzeszłegowieczoru.Nalewałwody
docza​jnika.
Pomyślałem,żezrobiękawę,jeślijest.Maszochotę?
Możedodanamenergii.Zamilkł.Ocochodzi?Cojest
grane?
Flora,tużzaprogiem,wprzemoczonejbieliźnienocnej
imokrychodrosybutach,usiłowałacośzsiebiewydusić.