Book content

Skip to reader controlsSkip to navigationSkip to book detailsSkip to footer
NapogrzebiezięciaSabinaBoszkozachowywałasięgodnieidystyngowanie.
Staławyprostowana,błądzącspojrzeniemgdzieśponadgłowaminiewielkiejgrupki
żałobników.Najejtwarzymalowałasięzadumaprzyprawionaodrobinąsmutku.Poza
jaknajbardziejstosownadookoliczności.Odprowadzaławostatniądrogęczłowieka,
którynigdyniebyłjejbliski,apośmiercijedynejcórkistałsiękimświęcejniżobcym
stałsięwrogiem.Ikiedytakspoglądałazgórynazamkniętąjużtrumnę,była
skłonnawybaczyćnieboszczykowiwiele,aleniewszystko.Trudnojejbyłopogodzić
sięzfaktem,żetrwającaodlatwojnadomowawygasłatakniespodzianie.Kilkaspraw
pozostałoniedokończonych,kilkasporównierozstrzygniętych.Naotarciełez
pozostałajejtylkosatysfakcja,żeniedałasiędraniowiwpędzićdogrobu.Toniejej
granoBMarszażałobnego”,niejej...
*
SabinaBoszkostaławoknieizzaniedokładniezaciągniętejfiranki
obserwowałapoczynaniawroga.No,proszę,cozamaniery,pomyślała.Ledwowstało
słoneczko,atawstrętnadziewuchajużtujestiwęszy.Pewniesięniemogładoczekać,
żebyzobaczyćnawłasneoczy,coteżukochanywujaszekzostawiłjejwspadku.
Kompletnybrakmanierizwykłejludzkiejprzyzwoitości.Takatowyrwie
nieboszczykowipoduszkęspodgłowy,zanimzwłokizdążąostygnąć.Aleczegomożna
sięspodziewaćpokrewnejTadeusza?
Jednakrew,jednazaraza,tfu!prychnęłagniewnie.Tyteżjesteśnatej
liściepoinformowałaszarąkotkękręcącąsiępokuchni.Jesteśjedynąrzeczą,
którątaAgnieszkajakaśtamdostaławcałości.Terazmapółdomu,półsadu,pół
trawnikaicałąkotkę.Alenicsięniemartw,kochana,paniniepozwolicięskrzywdzić.
Nieztakimidawałyśmysobieradę,co,Matylda?Sabinawzięłakotkęnaręcei
powędrowaładokolejnegookna,boobserwowanyobiektnamomentzniknąłjejz
oczu.
Dziewczynanajwyraźniejgdzieśsięspieszyła,bojejwizytanaSławińskiej
trwałanajwyżejdziesięćminut.Pokręciłasięjeszczetrochęposadzie,ponownie
zadzwoniładodrzwiwejściowychiniedoczekawszysięodzewu,wsiadłado
samochoduiodjechała.
Sabinaniemiaławątpliwości,żewróci,możenawetdzisiaj,dlategobezzwłoki
zabrałasiędorealizacjiswojegonajnowszegopomysłu.Postanowiłaobrzydzićtej
przybłędziepierwszechwilewnowymdomu.Kolejneoczywiścieteż,alenicnasiłę.
Najpierwnależałorozpracowaćwroga,poznaćjegosłabestronyiwszelkimi
dostępnymiśrodkamizmusićdoodwrotu.
Wyjęłazpuszkipoherbaciepękkluczy,któreznalazłysięwjejposiadaniujuż
dawnoiniecałkiemlegalnie,izeszłanaparter.
Wdawnoniewietrzonymwnętrzupanowałyupałizaduch,coniezwykle
ucieszyło.Dopełniszczęściabrakowałojejjeszczerozkładającychsięzwłok,aletym
deficytowymtowaremniestetyniedysponowała.Postawiławięcnacuchnące
naftalinąkulkinamoleistareszmatyprzesyconestęchlizną.Nadzieńdobrypowinno
wystarczyć,apotemsiępomyśli,zdecydowała,kierującsięprostodopiwnicybędącej
prawdziwąkopalniąrzeczy,którejużdawnopowinnyskończyćswójżywotw
śmietniku,alezjakichśpowodówktośsięnadnimiulitował.
Starszapanistarannieprzeczesaławszystkiepomieszczenia,szczególniete
użytkowaneprzezzięcia,iponiespełnagodziniemogłaogłosićkoniecposzukiwań.
Sporoczasuzajęłojejprzetransportowanietegowszystkiegonagóręi
wkomponowaniewwystrójmieszkania,alezefektukońcowegobyłabardzo
zadowolona.
2