Book content

Skip to reader controlsSkip to navigationSkip to book detailsSkip to footer
Rozdział2
Nabiegłekrwiąoczy,wyszczerzonezęby.Cośmniechwytazagardło,
chcękrzyczeć,aleniemogę.Panika,nieopanowanapanika.Wiem,
żemuszęzacząćdziałać,aleniemogę.Mójmózg,owładnięty
strachem,niepracuje.Wrzeszczę:zostaw,zostaw,alezmojegogardła
dobywasiętylkozdartypisk.Niemaszans,żebymniektośusłyszał.
Czytaktowłaśniewygląda:bezsilność,bezradność,niemoc?
Kotłującasięmasamięśni,masasierści,skądwniejtabestia?Wiem,
żemuszęsięruszyć,muszębiecdowody,tojestwtejchwili
najważniejsze,aleniemogęoderwaćodniegooczu,anogiwrosły
miwziemię.Nagły,wysokipisk,chybamójwłasny,wyrywamnie
zestuporuibiegnędowody.Jestpłytko,alepłynę,jestemprzecież
dobrąpływaczką.Zjakiegośpowodustraszniesięmęczę,ledwołapię
oddech,wciążsłyszęzasobąwściekłe,gardłowewarczenie.Chcę
stanąć,rozejrzećsię,aleniemamjużgruntu.Wokółsiebiewidzę
długiewłosyunoszącesięnapowierzchniwody,wyglądająjakwęże,
jakżywewodorosty.Czujęjenaszyi,wustach,wchodząmidooczu.
Cośmnieciągniewdół,podwodę,tracęsiły,włosyoblepiają
mitwarz.czarne,zupełnieczarne.
Obudziłamsięzprzyspieszonymoddechem.Cosięstało?Skądnagle
tensen?Przecieżminęłyjużczterylataodtamtegozdarzenia.
Pamiętam,jakprzezjakiśczaspowypadkudręczyłymnienocne
koszmary,alemiałamwtedyniespełnasiedemnaścielatinieznałam
życia.Terazwiem,żetragediesięzdarzająinicniemożemy
natoporadzić.Jestemdziśzupełnieinnymczłowiekiem,dlaczego
więcnaglewróciływspomnienia,itotakżywo,jakbytosięstało
wczoraj?Niekumam.Pewniemojapodstępnapsychikachcemnie
wpędzićwpoczuciebezradności.Wstałamipodeszłamdookna.
Przyłożyłamspoconeczołodozimnejszybyichłonęłamwidokludzi
isamochodównaulicy.Zwykły,codzienny,uspokajającyobrazek.
Pamiętam,żeczterylatatemu,gdytensendręczyłmnieniemal
conoc,spoglądanieprzezoknobyłonajszybszympatentem
naogarnięciesię.Trenowałamgonieraz.Gdypulszwolnił,poszłam
dołazienkiiwzięłamprysznic.Rozczesującwłosy,szarpałam
jezezłością,abólzadziałałkojąco.
Ubrałamsięiwyszłamzdomujakkażdynormalnyczłowiek.