Book content

Skip to reader controlsSkip to navigationSkip to book detailsSkip to footer
DWAGŁOSY
Dniategościganyzgryzotątrawiącychmyśli,srogościątęsknoty,
uciekłemzobcegomiastawstepjeszczewięcejmiobcy.
Tambłądziłemdoumęczeniaiwwyczerpaniufizycznem
znajdowałemmoralneukojenie.
Kiedymwracałpowłasnychśladach,jużtylkosamjedenomdlały
smutekszlochałcichonamemudręczonemsercu.
Zbliżałsięwieczór,aupalonepiachyziałyciąglegorącem,iskrzyły
sięcałe,nibyrosąumarłą,słonymszronem,atuiowdzieszkliłysię
jezioramiskamieniałejsoli,jakskrzepamiwielkichłezgoryczy.
Nażółto-popielatychpowierzchniachnagiejpustynilichekępy
anemicznejwielbłądziejtrawyimajaczącewprzestrzeni,jak
kretowiska,kurzącesiędymem,tułaczekibitkikałmukówstanowiły
jedynenikłeśladyżyciawtejjałowejziemi,żaremzabitej.
Zresztąnicwięcejtylkoboleśnierozciągniętewbezgranicznądal,
nieprzejrzane,płowepłaszczyznypodwysokorozpiętymlazurem
bezlitośnieczystegonieba,posępnapustkaiciszatakzłowroga,jakby
gdzieśwpobliżuczaiłasięwskokumorderczymnagłaśmierć.
Nieoglądającsię,dążyłemszybkokumiastuizuczuciem
wytchnieniazłożyłemzmęczoneoczynarysującychsięcoraz
wyraźniejsylwetkachbudowli,któreostremiliniamiwrzynałysię
wprzezroczepowietrze.Wszystkieszpiceblaszanychdachów,krzyże
ibaniecerkiewnetliłysięogniemróżowym,anajwyższypółksiężyc
nadstrzelającąwniebosmukłąwieżycąminaretuwyglądał,jaksierp
skrwawiony.PrzezklatkędomówzłociłasięWołga,rozlanaszeroko
wmorzebezbrzeżne,pysznatonącymwniejpożaremżagwiącegosię
słońca.Całodziennaspiekotaiskwarzdawałysięściekaćobecnie
wtopurpuroweognisko,które,jakkrwaweserce,wyrwanezłona
dnia,drgającaureoląjaskrawychpromienipogrążałosięzwolna
wmilczącątoń.
Natenwidokcośrzuciłosięwemnieiwkurczuboleści,zmocą
wizyijawiłymisięmojerodzinnezachody,takodmienneodtego,
któregombyłświadkiem.
Otoczyłmnieprzytulny,słodkiirzewnywieczórletni,kiedy
powiewłagodnykołyszedosnurozmodloneniwy,kiedybłędne
tumanysłaniająsię,jaksnybiałe,porozgranychgwaremżab
moczarach,srebrzysiętrawałzamirosy,awzorzyczerwonejpławią
siępłomienneobłoki,jakzłocienieiróże,kwiecącesięnaniebie,
ililiowąmgłązmierzchurozmarzasięrozłożystaziemia...
Obrazbyłtaksilny,żewydałomisięnagle,dzwoniąwkościołku.