Book content

Skip to reader controlsSkip to navigationSkip to book detailsSkip to footer
iprzeszywający,poczęłyleciećkumniedonośnie,smętnewołania:
Ałłach!Ałłach!
Tomuezinwydzwoniłhymntęsknotywschodzącemusłońcu.
Słuchałem,apierśmisięściskałaniezmiernymżalemnadtym
kryształowymgłosem,żesięrozbijanadaremniemiędzyziemią
iniebem.
Gdyskończył,zbliżyłemsięmachinalniedookna,jakbychcąc
zobaczyćpotrzaskaneszczątkitychwezwańbezowocnych.
Iżachnąłemsię,nibyugodzonytępymciosemmiędzyoczy.
Nadaszkuzrękąpodwiniętąpodgłowęleżałanawznak
wyciągniętapostaćodrażająca.
Wstrzępachrozłażącychsięłachmanówżółciałospalonąskórą
wychudłeciałożebracze.
Najednejzbosychnóg,pożartychbliznami,ślimaczyłsiępowyżej
kostkirozdrapanystrupniezgojonegowrzodu.Odrzuconanabok,niby
zbytecznawynędzniałaręka,obwiązanajakąśszmatąkoloruścierki,
drgałacomomentskurczemboleści.Twarzporośniętakłakamilichego
włosienia,nosiłarównieżśladyświeżegopobicia.Kumocnowydatnej
grdyce,jakbyustawiczniecośłykającej,zwieszałsięzrozdarcia
rozpuchniętejwargistalaktytzapiekłejkrwi.Policzkibyłysine
iobrzękłe.Tylkodołyoczuzamkniętych,ozdobionychłukamigęstych
brwi,niemiałyżadnejskazy,aczołoledwiejednąniewielką
zaognionącętkę,jakbyfatalnąpieczęćkrwawychprzeznaczeń.
Tagórnaczęśćobliczastanowiładziwnykontrastzresztązelżonej
twarzy;zwłaszczatoczoło,cudowniesklepione,szlachetniewyniosłe,
zdwomamądrymiguzami,zdawałosiębyćstworzonenagniazdo
orlichpomysłów.
Izniegotowionęłakumnietaświetlanamyśl,żetonieonwołał:
»Antychryst«,żetosięrwałykupiekłuzgniłeszmatyłachmanów,
wynędznienieciała,rozjątrzonestrupy,haniebnesińcepobicia,bolesne
skrzepykrwi,rozognienieran.
Ajakbynapotwierdzeniedźwignęłysięjegopowiekiipopatrzyły
namniedwiedużebladoniebieskieźrenice,czysteoczyrozbudzonego
dziecka,naiwnewyrazemszczeregozdziwienia,onieśmielone
popłochemżałosnegolęku.
Mójzaszlochałomicośwsercu.
Aleonzsunąłsięszybkozdaszku,chyłkiem,czającsiępod
murami,dowlókłsiękulejącdofurtkiiznikł.
Tylemgowidział.
Ailujesttakich?Któżzliczy?