Book content

Skip to reader controlsSkip to navigationSkip to book detailsSkip to footer
-Jestszansa,żewsobotęsobiepohulamy?Itoniekonieczniewtymartystycznym
gniazdku?
-Czarnotowidzę.Iodczepsięwreszcieodmojejchałupy.Nictakniedziałanababki
jakwłasnoręczniezrobionegrafikiczyfilmoweplakatynaścianach.
-Tamtennowytotwój?-Barnabawskazałgłowąnieznanymudotejporyobraz.
-ToPicasso,głąbie.Największareprodukcja,jakąudałomisięupolować.
-Atefirmowefarbki,którewprzypływieszaleństwakupiłeśdwalatatemu,jeszcze
niestraciłyterminuważności?-Barnabarozsiadłsięwdrugimfotelu,droczącsięz
kumplem.
-Alejesteśzjadliwy.Jaciniewytykamtychwszystkichluster,którymiobwiesiłeś
swojemieszkanie.Alewkońcuładnyjesteś,toizrozumiałe,żelubiszsobiepopatrzeć.-
Jaremaniepozostałdłużnykumplowi.
Rozmowazaczęłazbaczaćnadobrzeimznanytorwzajemnychkoleżeńskich
złośliwości.
-Zazdrościszmi,żewyglądamlepiejodciebie?-Nieoddziśbyłowiadomo,że
Barnimiałdużepowodzenieukobiet.Choćdenerwowałogo,żekoledzyużywaliokreślenia
„ładny”.Ładnatomożebyćpogodaalbokobieta.Onwołałbybyćprzystojny.Aleprzecież
nicsięnatoniedaporadzić.-Pozatym...-ciągnął-pozatymlustra,podobniejaktwoje
arcydzieła,mająrównieżmagicznąmoc.Jedenłowinawędkę,druginalustra,atrzeci-jak
naprzykładtenotonaszkolegaŁukasz-naksiążki.Łukasz?-zagadnąłczytającegogazetę
przyjaciela.-Typrzeczytałeśchoćjedenztychtomów?
-Uhu-odburknąłzapytany,nieodrywającsięodlektury.
-Acodosoboty...-mówiłdalejBarnaba,patrzącnachorego-nieudawaj,żechcesz
sięwymigać.Wszyscytuobecniwiedzą,żeterazjesttwojakolejnasponsorowanie.Bez
ciebienigdzienieidziemy.Pozatymchybaniemyślisz,żeśpiewaliśmycidziśzupełnie
bezinteresownie?
-No,niewiem,czyjadosobotytoniepójdędonieba.
-Chciałbyś!-Barniparsknąłśmiechem.(Ach,tadłońwędrującadogrzywki).-
Tylkoniktbyciętamniewpuścił.
Przypomniałsobieoczekoladkach.
-Mamcośdlaciebie.-Podałkumplowireklamówkę.-Żebyśmipotemnie
wypominał,żeleżałeśtuodłogiemjakpies,aniktsiętobąniezaopiekował.
-Piwo?-oczyJaremyzaświeciłynadzieją.
-Jeszczeczego.
-Piwotojakupiłem,alewyłączniedlatych,którzynienaprochachczy
witaminach.Chcesz?-Łukaszwreszcieodłożyłgazetę,wstałiruszyłporeklamówkęz
zakupami.
-Pewnie,żechcę.-Barnabasięgnąłpopilotaodtelewizora.-Przecieżniebędziemy
tusiedziećosuchympysku.
Zkuchnidoniesionoszklanki.Jaremawyjąłztorbyczekoladkiigrę,niewiedząc,jak
sięwtejsytuacjizachować.
-Wystarczyjednomagicznesłowo:dziękuję-podpowiedziałBarnaba.
-Bardzośmieszne.
-Taksięnadsobąużalaszwtejchorobiejakmałedziecko,żepostanowiłemkupićci
cośpasującegodotwojegoaktualnegosamopoczucia.Doceń,żewczekoladkachjestparę
procentów.
-Dzięki,stary.Będęwiedzieć,czymcięobdarować,kiedyzakilkadnimojezarazki
zaatakujątwójsystemimmunologiczny.
Barnabanadalbawiłsiępilotem.Przeskakiwałzkanałunakanał.
8